To jest tak, że po prostu się biegnie. Przed siebie. Daje się prowadzić ścieżkom, dróżkom i ścieżynkom. Kojący cień lasu, gdy wbiega się do niego prosto z rozgrzanej łąki. Choć to dopiero przedpołudnie, te chwile w pełnym słońcu połączone z wysiłkiem intensywnie wyciskają słoną wodę ze skóry. Ramiona w delikatnych pocałunkach słońca. Drobne plamki wyraźniej odcinają się od jasnej skóry na tej polnej ścieżce. Wśród powodzi żółtej nawłoci.
Las sam prowadzi swoimi drogami. Wysokie drzewa, dalekie odgłosy. Cisza, ptasie trele. Bieg, głęboki wdech. Wszystkie zapachy lasu gęstnieją w powietrzu. Najcudowniej. Dzikie, leśne maliny, malutkie, ledwo parę różowych kulek. Mmm... Bajecznie słodkie.
A wczoraj indywidualna rowerowa pielgrzymka na pustynię. Takiego dnia potrzebowałam już od dłuższego czasu. Własne rekolekcje, bycie w drodze, modlitwa, medytacja, refleksja. Długotrwały, stały związek to rozwój - i w takim kontekście cieszę się na nadchodzące zawieranie związku małżeńskiego... :) Byle ciągle odświeżać sobie głowę, byle regularnie mieć czas tylko dla Boga. Szczęście daje codzienna praca nad przewietrzonym umysłem.
Drogę dobierałam zgodnie z własną intuicją, dobrym słowem ludzi i rozrysowanymi autorsko wskazówkami z google maps. O ile droga na pustynię całkiem nieźle pokrywała się z moją "mapą", tak powrót nijak się do niej nie miał... Pomagały drogowskazy na Trzebinię i dobrzy ludzie. Dużo szczęśliwych trafów, mnóstwo wdzięczności. Piękna to była droga... Z pierwszym przystankiem nad pobliskim zalewem, gdzie parę dni przed moimi narodzinami siedzieli sobie moi Rodzice. Była podobno przepiękna, słoneczna jesień. A potem refleksje, jaki to wielki Dar - Rodzice. Ich czas, poświęcenie, wychowanie. Oczywistości, które przecież wcale oczywistościami nie są...
Była też droga przez nieznany las i wjazd prosto do pełnej uroku wioseczki. Gdzie wysokie, białe sanktuarium i dzieci mówiące "dzień dobry". Narozklejałam im poezji. Droga była wąska, kręta i z górki, domki i chałupki zupełnie urocze. Cudne miejsce. Chwile przemyśleń nad życiem pod tablicą upamiętniającą tamtejszego zasłużonego księdza z trudnych czasów.
Było i przywitanie z pustynią z góry. Dobre pierwsze wrażenie, bo w samotności. Bardzo ciekawa sprawa, ta pustynia wśród drzew... Był i pustynny piasek z bliska. Bieg przed siebie, piasek parzący i brudzący bose stopy. Rozmyślania końcowe, rachunek sumienia. Cel osiągnięty... Droga doprowadziła aż do pustyni, zgodnie z zamierzeniami.
Powrót w niepokoju. Ale dużo dobrych zdarzeń, dużo dobrych ludzi i szczęśliwych chwil. Niespodziewane zupełnie miejsca. Wspaniałe widoki, zupełnie nieznane - a tak przecież niedaleko od domu. W Bolesławcu dożynki, muzyka z remizy, w Bukownie remiza nie tam, gdzie miała być wedle moich rozpisek, za to z ocynkownią Bolesławiec. Elektrownia Siersza zachwyca ogromem kominów, rozwlidającymi się konstrukcjami niosącymi prąd hen, hen...
Piękna to była Droga. Potrzebny czas dla siebie i dla dopuszczania do siebie Boga.
Warto.