To była taka słodka blondyneczka. Lat około 6, na małej sali razem z chłopcem w podobnym wieku. "Kalinka, ale nie bój się, to nie boli!" - mówił do niej przy podawaniu antybiotyku do wenflonu. Do motylka. Picia dla motylka, żeby być silnym i zdrowym, i szybko wrócić do domku. I naklejki w nagrodę - to uwielbiam! To są te chwile w pracy, które cieszą mnie niesamowicie. Pogawędki z dziećmi i z rodzicami. Wszelkie strategie oswajania tego, co budzi wielki lęk. Wchodzenie w ich świat, słuchanie opowieści o kotkach, które uciekają z domu i marzeniach o pegazie. Ach...
Jest siąpiasto. Świat do ściśnięcia i wyrznięcia jak mokra gąbka.
Dlaczego nie ma słońca? - Bo świeci w Hiszpanii, i w Norwegii, i w Belgii... Nie może być wszędzie!
Resztki miodu wylizywałam łyżką ze słoika. To już był miód od rodziców - przelany z wielkiego słoja, ostatnia partia. Ale słoik jeszcze po miodzie od Gosi. Spadziowym. W prezencie przy zdjęciach wśród chrzanowskich łąk i lasów - z prezentu od pszczelarza, któremu Gosia wskazała pszczoły-dezerterki z ula. Miód skończył się. Hand-made naklejka do odklejenia i wyrzucenia, słoik do umycia. To prawda, chwile tamtego sierpnia z brzuszkiem, w upale i wśród żółtych nawłoci już nie wrócą.
Do przodu, do przodu... Bywa, że zachwyt przychodzi po czasie. Już do wspomnień chwili minionych.
Czytam "Jutro przypłynie królowa". Zupełnie przerażająca książka. Śniły mi się po niej mieszane związki i niechęć do wyzwolonego seksu. Jakieś problemy, zażenowanie. Dużo było tych snów, bo długo spałam. Żeby odespać nadchodzący weekend z nocką w pracy, wyjazdem do Zakopanego i niedzielną dniówką. Na zapas. Nie pamiętam już reszty dziwnych, niepokojących snów...
Jest siąpiasto. Świat do ściśnięcia i wyrznięcia jak mokra gąbka.
Dlaczego nie ma słońca? - Bo świeci w Hiszpanii, i w Norwegii, i w Belgii... Nie może być wszędzie!
Resztki miodu wylizywałam łyżką ze słoika. To już był miód od rodziców - przelany z wielkiego słoja, ostatnia partia. Ale słoik jeszcze po miodzie od Gosi. Spadziowym. W prezencie przy zdjęciach wśród chrzanowskich łąk i lasów - z prezentu od pszczelarza, któremu Gosia wskazała pszczoły-dezerterki z ula. Miód skończył się. Hand-made naklejka do odklejenia i wyrzucenia, słoik do umycia. To prawda, chwile tamtego sierpnia z brzuszkiem, w upale i wśród żółtych nawłoci już nie wrócą.
Do przodu, do przodu... Bywa, że zachwyt przychodzi po czasie. Już do wspomnień chwili minionych.
Czytam "Jutro przypłynie królowa". Zupełnie przerażająca książka. Śniły mi się po niej mieszane związki i niechęć do wyzwolonego seksu. Jakieś problemy, zażenowanie. Dużo było tych snów, bo długo spałam. Żeby odespać nadchodzący weekend z nocką w pracy, wyjazdem do Zakopanego i niedzielną dniówką. Na zapas. Nie pamiętam już reszty dziwnych, niepokojących snów...