80. spomiędzy życia w galopie

Nie, szybkie tempo życia wcale nie zachwyca.

Już parokrotnie chciałam opisać zachwyty, refleksje, chwile zachłystywania się pięknem i dobrem - i przemknęło. A przecież opisywania dobra i piękna potrzeba. Chwili zatrzymania się, nazwania. Nacieszenia się. Robienia po swojemu. Spojrzenia bardziej z boku, dystansu potrzeba.


Poranki pachną powiewami jesieni.

Rodzinne poszukiwania gwiazdozbiorów. Ogień trzaskający, świerszcze i letnia noc. Bliskość, czas. Tęsknota, obawy. Gwiazdy niezmienne.

Posiłki na ogródku, z widokiem na podskoki sikorek wśród gałązek wytrwałych drzew. Liście szumią i łagodnie opadają. Niedziela (a i sobota czasem) staje się prawdziwie świątecznym dniem odpoczynku, wolnym od dźwięków budowy.

Proste, drobne wzruszenia dziecięcościom dzieci.

Niedzielny poranek nad Bagrami. Spokojnie, czas zatrzymany, bo powszechnie przez innych nieużywany o takiej porze. Wysokie estakady, przestrzenie i tory kolejowe.

Wzruszył mnie pobyt niedzielny w rodzinnym mieście, u rodziców i na zamkowej wieży. Dużo było słów adekwatnych... Uciekły.

Obraz i rytm muzyki mówią innym językiem / Jakub Julian Ziółkowski

 Nie chcę archiwizować. Chcę tworzyć. Potrzebuję sztuki jak ożywczego głębokiego oddechu. Karmię się kontaktem ze sztuką, nasycam. Twórczoś...