Nie, szybkie tempo życia wcale nie zachwyca.
Już parokrotnie chciałam opisać zachwyty, refleksje, chwile zachłystywania się pięknem i dobrem - i przemknęło. A przecież opisywania dobra i piękna potrzeba. Chwili zatrzymania się, nazwania. Nacieszenia się. Robienia po swojemu. Spojrzenia bardziej z boku, dystansu potrzeba.
Poranki pachną powiewami jesieni.
Rodzinne poszukiwania gwiazdozbiorów. Ogień trzaskający, świerszcze i letnia noc. Bliskość, czas. Tęsknota, obawy. Gwiazdy niezmienne.
Posiłki na ogródku, z widokiem na podskoki sikorek wśród gałązek wytrwałych drzew. Liście szumią i łagodnie opadają. Niedziela (a i sobota czasem) staje się prawdziwie świątecznym dniem odpoczynku, wolnym od dźwięków budowy.
Proste, drobne wzruszenia dziecięcościom dzieci.
Niedzielny poranek nad Bagrami. Spokojnie, czas zatrzymany, bo powszechnie przez innych nieużywany o takiej porze. Wysokie estakady, przestrzenie i tory kolejowe.
Wzruszył mnie pobyt niedzielny w rodzinnym mieście, u rodziców i na zamkowej wieży. Dużo było słów adekwatnych... Uciekły.