Szczególny był ten czas. Zaduma i smutek, bardzo dużo rozmów.
I po prostu: czas dla siebie nawzajem. Wszystko inne zatrzymane, czekało cierpliwie, wcale nie poganiało. Dużo, dużo spokojnego czasu dla siebie.
Ważniejszy stał się drugi człowiek. Pomoc. Pełnymi garściami poświęcanie czasu dla innych.
To było takie dobre, kojące. Przewartościowanie. Co ważne, a co zupełnie nie istotne. Nad czym warto się pochylać, na czym skupiać. Rodzinne kawy w kuchni z widokiem na trawę i kominy w dali. Wspomnienia, drobne radości. Taki dobry, dobry czas!
Na mapie znaleźliśmy las za Czernichowem. Pochmurna niedziela. Prom na Wiśle łagodnie bujał się przewożąc dwa samochody i piątkę ludzi. Marzec bardzo marcowy. Drzewa w lesie wysokie i nagie. Szliśmy przed siebie. Wśród burych liści prześwitywały fioletowe kropki... Delikatne płatki przylaszczek, ponoć przypominające płaty wątroby. Radosne w tym szarym krajobrazie przedwiośnia. Zaskakiwały swoją wesołą obecnością w leśnej ściółce. Las na pagórkach rosnący, w górę i lekko w dół, za drzewami w dali rzeka, miasto. Zupełna pustka, cisza.
Korony bezlistnych drzew sięgały hen, hen, daleko, pod niebo.
Można było pełnym głosem przejmująco śpiewać:
Jest drabina do nieba
każdemu
nią iść trzeba.
Przy drabinie stoi krzyż
każdy z nas go musi nieść.
Sam Pan Jezus go nosił
jak po
tym świecie chodził.
Miał
koronę cierniową
na
przenajświętszej głowie.
Żydzi
mu ją wtłoczyli
tysiąc
ran uczynili.
Krew
się lała z ran Jego
dla
człowieka grzesznego.
Matka
Boska patrzała
I
boleśnie płakała.
Ach
mój Synu najmilszy
któż cię w smutku pocieszy.
Pocieszy Cię Pan z nieba
za nas
grzesznych tak trzeba.
______________________________
Hiacynt przyniesiony po nocnym dyżurze. Powoli rozkwitający na fioletowo, pachnący obłędnie. Zielone spodnie, fioletowa kurta - w zestawie do zielonych liści i fioletowych kwiatków. Hiacynt to dla mnie taki symbol nadchodzącej wiosny. I teraz w towarzystwie uroczego żonkilowego żonkila przywołują wiosnę na czarnym kuchennym stole z ikei. :)