97. lipcowe dni i życie na krawędzi siebie

Tak lekko płynie nam to lato
jakby biedronki nim powoziły...


Tak wolno płynie nam ten lipiec...
To dobrze!
Trwa i trwa.

Dzieje się!

W zamęcie wyborów.
Z zamętem w głowie.


Fotograficzna kariera zmusiła do nauki jazdy autem. Przełamania obaw. Naprawdę dużych lęków. Po prostu było trzeba - no i tego 15 lipca ruszyłam. Sama, z GPSem, w obcą trasę. To chyba bardziej stresowało niż pierwsze fotograficzne zlecenie... Wcześniej prób jazdy wspólnej było co nie miara. Chwile, gdy po prostu lęk przekraczał swoje we mnie granice. Czysta panika. Ogłupienie stresem. Po przekroczeniu progu - wysiadałam, zatrzymywałam się nawet i w najdurniejszym miejscu, przesiadka na miejsce pasażera, przy okazji nerwowa atmosfera, kłótnia, na wiatr rzucane słowa. 
Miałam wybór.

Ruszyłyśmy na Orlą Perć. Satysfakcja ogromna, a zmęczenie potem chyba jeszcze większe... 
Tam nie miałam wyboru.
Zawieszenie się na łańcuchu przerażało. Droga w ciągłym stresie. Ekspozycja fascynowała, widoki zapierały dech. Fantastyczna droga. Teraz tęsknię do wysokich gór! Ale z momentami z łańcuchami i gładką skalną ścianą - to było dla mnie zbyt wiele... No ale wyboru nie było. Pomimo wizji śmierci przed przekroczeniem przepaści - szłam dalej! No bo co, zablokuje sobą szlak i będzie trzeba wzywać helikopter? Tylko taka alternatywa istniała. Było więc trzeba wziąć się w garść, pomimo mokrych rąk i serca w gardle - przejść ponad tym. W ogromnym stresie i gigantycznym skupieniu iść dalej. Robić swoje. Prychać na rozładowanie emocji. Żyć tymi chwilami - na krawędzi siebie. Oddychać z wielką ulgą i satysfakcją po pokonaniu kolejnych trudności...

Jeżdżę sama autem do pracy. W miejskim ruchu i z nasycaniem się skupieniem na drodze.
Tu też nie mam wyboru.
No bo co pozostaje - wysiąść z auta na środku skrzyżowania, włączyć awaryjne i dzwonić do B.?
Na taką alternatywę błyskawicznie reaguję jak na Orlej Perci - idę dalej. Pomimo stresu przełamuję siebie i jadę. Na bieżąco analizuję, co zrobić. Jeszcze z nikim się nie zderzyłam... A samochody okazują się też (z) ludźmi. ;) I widzą co ja robię, i ja widzę co oni, i jest to pewnego rodzaju współpraca... Czego jeszcze niedawno nie dostrzegałam.

Lipiec miesiącem życia na krawędzi siebie i przełamywania lęków... ;)


Piękne chwile bywają.
Jak na przykład to poniedziałkowe popołudnie, gdy wyszliśmy z kocem na trawę. Niebo zachmurzone, zielone korony drzew nad nami. Aż do pierwszych kropli deszczu czytamy książki będąc blisko. Ptasie odgłosy wzbudzają zainteresowanie i dyskusje.
Pięknie było!


Albo poczucie wolności bycia w drodze jadąc samochodem.
Zaskakujące!
Znaki na przejścia graniczne z Ukrainą, gdzieś tam, hen, za Rzeszowem... Możliwość wyboru. Możliwość ruszenia w dal.
Nawet powrót z pracy, gdy złota godzina i zachwycający zachód słońca. Prowadzenie samochodu zaczęło mi się podobać, niewiarygodne! Kieruję - i jadę. Droga niknie za zakrętem. Przed siebie, w dal. Jestem w podróży... A to przewspaniałe uczucie, zawsze.


Niespodziewany wieczór w Tyńcu. Niebo różowieje, gra w zmienne kolory. Pomimo zmęczenia i niewyspania - dobry czas razem. Widok na Wisłę, na świat. I nieszporne śpiewy męskiego zakonu. Przepiękne są śpiewające męskie głosy. Nawet na chórze gdy słyszę obok śpiewający bas czy tenor - tonę w zachwycie. ;)


I widok zielonych drzew za oknem. To są piękne rzeczy. Białe chmury na niebieskim niebie. Spełnianie marzeń o zrywaniu owoców prosto z krzaczka. Pełnia lata. Klekotanie bociana. Piski sowy.


Poczucie wędrowania - w kolejnym powrocie z pracy. Gdy tak, jak pokazuje jakdojade, można do domu dojść... przechodząc przez rzekę. W buncie przeciwko autobusowi, który zwiał, wsiadłam do tego alternatywnego i wysiadłam w obcej wsi, za rzeką. B. szedł ze mną z pracy z mapami google. I tak dotarłam do drogi za domami bez przejścia - za to z rzeką. Buty w dłoń i przed siebie. Woda zimna, ale dawne przejście płytkie. Ponoć kiedyś chodziły tędy krowy. Może i autem z wyższym zawieszeniem można by przejechać. Przeskoczyłam potem przez zamkniętą bramę, na skróty. Pokonałam miejscową legendę o rzecznej alternatywie przejścia - da się, czemu by nie!









Obraz i rytm muzyki mówią innym językiem / Jakub Julian Ziółkowski

 Nie chcę archiwizować. Chcę tworzyć. Potrzebuję sztuki jak ożywczego głębokiego oddechu. Karmię się kontaktem ze sztuką, nasycam. Twórczoś...