Natłok zdarzeń, natłok działań.
Andrzej Waligórski:
"Jesień idzie"
Raz staruszek, spacerując w lesie,
Ujrzał listek przywiędły i blady
I pomyślał: - Znowu idzie jesień,
Jesień idzie, nie ma na to rady!
I podreptał do chaty po dróżce,
I oznajmił, stanąwszy przed chatą,
Swojej żonie, tak samo staruszce:
- Jesień idzie, nie ma rady na to!
A staruszka zmartwiła się szczerze,
Zamachnęła rękami obiema:
- Musisz zacząć chodzić w pulowerze.
Jesień idzie, rady na to nie ma!
Może zrobić się chłodno już jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień
Trzeba będzie wyjąć z kufra futro,
Nie ma rady. Jesień, jesień idzie!
Wszystko w złocie trwało i w zieleni,
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni.
Ale cóż, oni żyli najdłużej.
Mieli swoje staruszkowie zasady
I wiedzieli, że prędzej czy później
Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady.
Sierpień w pełnej krasie...
Upały. Prawdziwe lato.
Podczas rozwieszania prania śmiech dzieci sąsiadów przypomina o trwających wakacjach.
Za oknem zieleń drzew i to tak bardzo cieszy. Relaksuje. Koi.
"Tylko nie zapomnij o odpoczynku!..."
No właśnie!
Rano pachniało kawą. I wczoraj. Miły zapach. Pan taksówkarz wśród opowieści muzycznych obwieszczał nadciągający deszcz. Ale nie padało, upalny dzień, jeden z wielu upalnych sierpniowych dni tego roku, rozwinął się w pełnej krasie.
Dobrze tak. Rano aż bolało gardło.
Piwo i stare, dobre towarzystwo potrzebne. Burgery i karaoke. Rozmowy branżowe wspierające. Wygadanie się na luzie. Tak zwyczajnie. Prosta rozrywka. O, jak dobrze!
Piosenka za piosenką, nasze "Cykady na cykladach" rozbujały na dobre Coyote Bar.
Dobrze mieć takie odskocznie... :)
Cieszy ten sierpień. Pomimo, że pracowity. Radują letnie chwile, drobne odprężenia.
Zachwyca klimat stuletniego szpitala. Cień parkowych drzew. Zabytkowe oddziały. Atmosfera domowa, swojska. Rozmowy. Spokój. Słońce i za oknem cisza zieleni. O, jak dobrze... Bez spiny, po prostu - tak wszystkie się da. Na luzie. Zwyczajnie. Bez wydumania i sztucznie tworzonych problemów.
Obiad ten sam co pacjenci, tylko nie na plastikowych talerzach. Smacznie, pachnąco.
Mleko do kawy nalewane chochelką z garnka.
Dżem na chrupiące, świeże pieczywo. Z okna widok na wejście na oddział.
Do dyżurki wpada nachalne światło. Wiatrak niewiele pomaga. Takie upały, że z każdego strumieniami leje się pot.
Spokój, rozmowy. Urzeka mnie to miejsce.
Fascynują zaburzenia psychiczne - choć czy to jest dobre?...
Z przejęciem czytam historie chorób, lekarskie wywiady. Patrzę na ludzi. Wewnętrznie przeżywam ich choroby, tak niezrozumiałe. Ci młodsi i z ciekawszym życiorysem szczególnie interesują.
Czy to dobre?... Jak to będzie dalej?
Na razie - pomimo wszystko - spróbowałam. I zobaczę, co dalej.
Na razie korzystam z tej okazji. Cieszę się pracą w tym legendarnym miejscu.
Psychiatria fascynuje, tak, jak kilka lat temu.
Imponuje mi terapia rozmową. Widzę możliwości rozwoju dla siebie - zupełnie inne niż standardowe perspektywy tego zawodu. Nowe szanse, nowe spojrzenie.
Niech się dzieje!