116. ostatnie dni lata, pierwsze dni jesieni

Bardzo lubię ten czas.
Babie lato. Pajęcze nitki, słońce, łagodność jesienna.

Choć teraz wiatry porywcze i gwałtowne. Z równą determinacją przewracają małe wrzosy na balkonie, co wielkie reklamy Gibały (kandydującego na prezydenta miasta) przy tramwajowej pętli.

(Przed?)ostatniego dnia lata pojechałam do pracy rowerem. Było chłodno i ciemno. Powrót jednak zachwycał ciepłym powietrzem. Chyba to był piątek. Jeszcze ciągle ciepły, letni wieczór. Na Pogórzu przy Wiśle stoliki, śmiech, mnóstwo osób, atmosfera taka, że aż chciało by się zatrzymać i dołączyć.
Cudnie.

Pierwszego dnia jesieni, w niedzielę, poszliśmy na spacer. W stronę stacji i kolejowych okolic. Zbieranie orzechów. Przeskakiwanie przez teren budowy. Przepyszne winogrona wystające zza ogrodzeń. Takie ciemne, jak kiedyś na wsi za stodołą z widokiem na pola po horyzont. Chyba wiało i wtedy, tak właśnie w szalony sposób. Trójwymiarowe chmury. Rozmowy, bycie razem. Tereny alternatywne. Industrialne, a dzikie. Swojskie oblicze miasta. Nowe perspektywy na bieganie i rower. Pusto i z klimatem. Tak blisko.
Dobry czas. Razem.

Spacery po rodzinnym mieście. W celach zmian rodzinnych. ;)
Słońce, początek jesieni, małomiasteczkowość. Nostalgia chwyta za serce i szyję. Pławię się w tej melancholii wspomnień. Samo dobro. Widoki znajome, tak bliskie.
Pociągowe podróże. Wychylanie się przez okno. Zachwytów co nie miara.

Po mieście jeżdżę tramwajami i czytam "Zapiski na biletach". I chłonę sobą. Aż ledwo co zdążyłam ostatnio wysiąść, tak chciałam dokończyć rozdział. ;) Spójność odczuć, patrzenia. Kontemplacja tego co powszednie, zwyczajne, niesamowite. Wspaniałe zapiski. Uwielbiam. Sama przyjemność.

Dużo chwil z uśmiechem na uroki jesieni. Uśmiecham się do promieni słońca. Ptaków przelatujących za oknem.
Wrzosów i czerwonego dzikiego wina widocznego z sypialni. Cudownie.



Obraz i rytm muzyki mówią innym językiem / Jakub Julian Ziółkowski

 Nie chcę archiwizować. Chcę tworzyć. Potrzebuję sztuki jak ożywczego głębokiego oddechu. Karmię się kontaktem ze sztuką, nasycam. Twórczoś...