Nachapałam się tego świata.
Tych doznań, tych podróży, tych życiowych doświadczeń. Przeżyłam sytuacje ryzykowne i głupie, zapierające dech - z zachwytu, a i ze strachu. Najeździłam się autostopem, nazdobywałam gór, nalatałam samolotami. Najeździłam się wynajmowanymi samochodami po wyspach i lądzie. Nabrałam doświadczenia zawodowego i naoglądałam się medycznego świata z różnych miejsc i perspektyw.
Naoglądałam się cierpienia i śmierci. Naoglądałam się przepięknych widoków, zagranicznych miast, panoram i przepaści, wschodów i zachodów tego samego słońca. Najeździłam się rowerem, wytłukłam na leśnych ścieżkach i przygranicznych prowincjach.
Naspisywałam się życia. Narobiłam zdjęć i naarchiwizowałam się wspomnień. Nadoświadczałam życia jakby na zapas, jakby na do schowania, jeśli resztę lat przyszłoby mi spędzić sparaliżowana po wypadku w ZOLu.
Ze strachu to nachapywanie się życiem?
Tak to rozumiem... ale może naprawdę jest inaczej?
Pracując na OIT śledziłam te autostopowe grupy i tak bardzo chciałam DOŚWIADCZAĆ życia. Poczuć pełnię jego smaku. Przeżywać przygody, doświadczać piękna i różnorodności świata. I ruszyłam - szczęśliwie mimo głupiego ryzyka wróciłam cała i zdrowa, z pełnym bagażem. I dalej, w drogę, i dalej, w doświadczanie... Z presją, że trzeba się nachapać właśnie. Że ciągle za mało, że można więcej. I góry, i ocean, Europa, Świat, Chiny, Ameryka Południowa, wysokie góry, Korona Gór Europy, harmonijka w plecaku, wędrówki i autostop...
Co niemiara doświadczeń i tych przeżyć.
I myśl - co z tego zostaje?
Doświadczenie własne.
Rozmyte wspomnienia, cienie z życia.
Zdjęcia i słowa zapisane sprzed lat przywołują wyraźniejsze wspomnienia. Cieszą, są miłe. I miłe jest że poprzez zapis inni też mogą tego doświadczyć, zobaczyć, mogę część siebie i swoich doświadczeń pokazać. Przekazać dalej. Coś pozostanie, poza mną, ze mnie.
Ale wcale nie jestem sławna, to wcale nie obije się echem po świecie... Ktoś na to trafi - a może nie. Przeczyta, zobaczy - i może nikt nic nie zapamięta.
Z tymi doświadczeniami zostanę sama.
Zniknę - moje przeżycia razem ze mną.
Nie zatrzymam. Choćbym nie wiem ile wysiłku w to wkładała, ile godzin nie archiwizowała, spisywała, obrabiała zdjęcia...
To nie zapiszę się tym w historii przyszłych pokoleń. Nie dostanę nawet swojej strony na wikipedii. Nikt nie będzie się o mnie uczył w szkole, ani pisał mojej biografii.
Przeminę.
Przed 29 urodzinami nadoświadczałam się świata.
Może czas dać sobie spokój?
Odpuścić, i po prostu żyć? Swodobnie, spokojnie, po swojemu, bez udowadniania sobie od kogo jestem lepsza albo komu dorównuję.
Bez presji archiwizacji życia w imię wieczności.
Komu i co mam jeszcze udowodnić?
Sobie już nie muszę.