O, jak lekko
Jakby otwierało się świeże przestrzenne pomieszczenie
Gdy
w głowie pączkują dziwne światy
Rozrastają się, rozpychają
Czyjaś wewnętrzna puszcza
Cudzy zamknięty azyl
Nakręcana plastikowa karuzela
wypełnia
I niespodziewanie ponownie okazuje się że
Losy świata nie leżą w moich rękach
Najwyżej nie ugotuję obiadu
a na podłodze w berka zagrają kurzowe koty
I niespodziewanie ponownie okazuje się że
Losy świata nie leżą w moich rękach
Najwyżej nie ugotuję obiadu
a na podłodze w berka zagrają kurzowe koty
Nikt nie zginie od mojego humoru
Świat wytrzyma
Przetrwa (mnie)
Dodatkowy pokój
i już nie trzeba upychać,
samotnie surowo planować
po prostu jest
Nowy, pomieści więcej