jestem kłębkiem nerwów

 zanurzyłam się we wspomnienia zapisków stąd sprzed czterech lat. Czasu, gdy przyszłam do miejsca, w którym właśnie spędzam nocny dyżur. Z myślą o pożegnaniu.


Osiągnęłam to, co chciałam. O czym marzyłam i wydawało mi się bardzo trudno osiągalne, czy możliwe w ogóle?... Zostałam psychoterapeutką. 

I dziś jestem kłębkiem nerwów. Kłębkiem kiepskich wspomnień. Poczucia, że ślub to jedna z gorszych decyzji w życiu. Wrażenia, że walczę, że działam na wyczerpanej baterii.

 Płaczę. 

 We śnie jakoś nie starczało sił, nie starczało możliwości może bardziej?... żeby napisać węglem - że węglem można śpiewać. I tańczyć. Nikt w to nie wierzył. A ja butem chciałam to napisać na chodniku. I jakby ciągle tego węglowego tuszu nie starczało, choć jednocześnie brało się go tak dużo...

Bardzo dużo nowych sytuacji. Bardzo dużo stresu. Dzień po dniu. Mało wytchnień. Mało tego, co dawało oddech. 

I paradoksalnie cieszę się że mąż jest bezpłodny. Bo nie chcę z nim dzieci. Czy chcę dzieci w ogóle? Teraz tak bardzo nie. Opieka nad psem obciąża aż z nadwiązką. Poczucie obowiązkowości i doładowania - przeciąża. Tak, że chcę się z tego wyrwać. Mieć po prostu święty spokój, bez domowych obowiązków.

A tam w zapiskach było o podlanych winem innych możliwościach. Choć niemożliwych. Innych bliskości. Teraz marzę o tym na jawie. O nowych spotkaniach. Nowych mężczyznach. Inspiracjach. Jak nastolatka, czekam na jakieś wyrwanie się z małego miasta na studia... A to duże miasto, a zupełnie w tym momencie w życiu jakoś zamknięte dla mnie.

A to przecież... Codzienność zachwyca... Jadąc do pracy słucham afirmacji, i to ociepla myśli. Jedna droga to trzy przesłuchania. Słońce na balkonie ociepla spojrzenie. Jagody rozmrożone z płatkami na mleku cieszą. Głaskanie futerka, słodkie psie mlaskanie przez sen. Wtulanie się w ciepło łóżka. W ciepło pleców Bartka nad ranem, w te szczęśliwe dni jak ten, gdy powoli dzień się budzi, i ja powoli z nim. Świeżo po obudzeniu zadowolenie z poczucia wyspania - zanim zaraz napłyną te wszystkie ciążenia... przeciążenia. Ptasie trele, już przedwiośnie! Bazie na gałązkach. Nadzieja że już niedługo zrobi się zielono i cieplej... Satysfakcja z napisanego życiorysu. Ze spisanej sesji. Z grupowej superwizji gdzie tyle wiedzy, tyle wskazówek, tyle rozjaśnień! Ze słów od Dominiki Jestem z ciebie dumna! Jesteś moją inspiracją.

Obraz i rytm muzyki mówią innym językiem / Jakub Julian Ziółkowski

 Nie chcę archiwizować. Chcę tworzyć. Potrzebuję sztuki jak ożywczego głębokiego oddechu. Karmię się kontaktem ze sztuką, nasycam. Twórczoś...