woda z cytryną w szklance z luksfery

 (1)30 dzień stycznia wczoraj. Długi ten miesiąc. Jak lipiec, tylko że to styczeń, i smakuje inaczej. 

Hugo w krainie zabawek. Przynosi kolejne wyprane pluszaki. Podskakuje z nimi, podrzuca. Przepływ zakurzonych worków maskotek, gromadzonych w ciemnych piwnicach, wypchanych wspomnieniami sprzed lat. Ożywają w psim pysku. Inaczej. 

Nawet jak chcę napisać coś pogodnego to wychodzi jakoś smutno. Też jakby słowa były kanciaste, o ostrych rogach. Puzzle które napuchły z nawilgoconej starości i nie pasują do siebie.

A chciałam napisać bo poczułam inspirację. Nowy napływ poczucia sensu.

O 4 rano budzik Bartka wyciągnął mnie z miłego snu. Bardzo to było przyjemne się przebudzić, bo sen roztopił się na rzeczywistość. Śniła mi się pani Jaśko, nauczycielka polskiego z liceum.

Sprawdzając jak ta nauczycielka teraz się nazywa odbyłam właśnie podróż w przeszłość. Do strony internetowej liceum. Zapisałabym się do kółka teatralnego i poszła do klasy humanistycznej. Robiłabym śmiało zdjęcia, nie zrezygnowała ze szkolnej gazetki. Już by mnie teraz nie ciągnęło do PCK, a bardziej do szukania miejsca do śpiewania... 

Sztuka. Twórczość. Literatura. Przyjemność wysokiej kultury. Śniło mi się że chcę pani Jaśko podziękować, podarować jej jakieś kwiaty, napisać na kartce jak jestem wdzięczna. Ona dała mi pojedycznego kwiatka, doceniła, pochwaliła. Ja chciałam jej powiedzieć że to dzięki niej się rozwijam, że psychoterapia ma tyle wspólnego z językiem polskim, że szukam nowych narracji, że to od niej usłyszałam o psychoanalizie i Freudzie. Że to u niej na lekcjach czułam się tak dobrze, to co mnie tak zajmuje było tam ważne i rozumiane. Chciałam jej powiedzieć jak ważny to był czas w moim życiu. Znowu byłam na lekcji polskiego w liceum, znowu to było wciągające i otwierające nowe drzwi. Znowu czytanie miało bardzo dużą wartość, literatura piękna mogła wybrzmieć w omówieniach i przyglądaniu się motywom, toposom, metaforom. Znów była na to specjalnie zarezerwowana przestrzeń, ustawowo wyznaczona.

Ptaki krążą po niebie. Drobne czarne sylwetki, na tle wielowarstwowego świata chmur. Taniec uwolnionego słońca. Chcę zrobić sobie tatuaż z sylwetką ptaka. Wolnego, szybującego po niebie. Wolność, powietrze.

No więc pani Jaśko. Obudziłam się z poczuciem, że sztuka, twórczość, zagłębianie się w to co "pod spodem" ma sens. 

Pomysł na własną wersję "Tam na rzece", z cymbałkami i swoją interpretacją.

Książka, której pomysł zrodził się latem.

Literatura, która wciąga. Jak kiedyś. Nie reportaże i podręczniki, po prostu dobra literatura. Metafory i wielość znaczeń. 

Powrót do tego z czym mi tak dobrze, tak blisko siebie. Ze swoim światem, po swojemu. Z tworzeniem, z czynieniem swojego życia pięknym. Wypełnianie się tym, fantazja zamiast paranoi. Wymyślanie projektów i realizowanie ich. 

Twórczość to życie.

Obraz i rytm muzyki mówią innym językiem / Jakub Julian Ziółkowski

 Nie chcę archiwizować. Chcę tworzyć. Potrzebuję sztuki jak ożywczego głębokiego oddechu. Karmię się kontaktem ze sztuką, nasycam. Twórczoś...