Ciszy potrzeba. Leśnych ścieżek wśród wysokich, ciemnych drzew.
Ciszy tak do końca nie było, bo śnieżny wiatr wygrywał najdziwniejsze, zimowe melodie. Wspinając się w górę wzdłuż wioski rozszczekiwały się psy. Jak to zwykle - jeden zobaczy, zaszczeka, i zaraz cała wieś rozszczekana. Obcy idzie wśród domów.
Chłopcy ruszyli biegiem na Turbacz, a ja powędrowałam sama pod obserwatorium astronomiczne. Polana Suhora.
Biały puch przesypywał się po dziewiczo śnieżnych polanach. Zasypywał ledwo co wytworzone ślady.
Trochę strachu, trochę myśli "i co ja tak sama mam robić?". Ale szłam, jak chciałam, jak sobie wymarzyłam. Do przodu, w górę, przez śnieg. Oj, dobra wędrówka...
Śnieg jak pierze z wytrzepywanych w chmurach poduszek. Wirował opadając. Zachwyt w samotności leśnej i górskiej.
81. czosnkiem przesycona domowa codzienność
Piękny dzień dziś. Grudniowy, słoneczny. Z garstką śniegu za murkiem jak w górskiej szczelinie zachowanym od ciepła słońca. Nawet do naszej norki dotarły słoneczne promienie i rozświetlały śniadaniowe chwile. Bycie razem, proste i zwyczajne. W zdrowiu... i w chorobie - przez ostatnie dni. Pijemy dużo herbat, zajadamy się czosnkiem do każdego posiłku. Taka ulga gdy można było spać do oporu, wtulić się w ciepłą pościel i koc, chorować sobie spokojnie i swobodnie, nic-nie-musieć (ani zwiedzać, ani biec na samolot, ani marznąć w wysokim, słabo ogrzewanym, obcym i angielskim mieszkaniu próbując podtrzymać swój udział w konwersacjach przy niemieckim bimbrze ze śliwek i grzanym "christmas wine"). (Ale, ale - nasz pobyt w Anglii był super! Dużo dobrych spotkań, życzliwych nam osób, mnóstwo ciekawych miejsc i widoków, doświadczeń, obserwacji, refleksji... No i grubaśne, szare wiewiórki jedzące orzechy z ręki - najlepsze! :D).
Ciągle chcę więcej, i więcej, i więcej... Poprzeczka wysoko nad głową. Ciągle "nie dość". "Nie wystarczająco". Jakoś... "nie tak".
A chciałabym inaczej.
Chcę cieszyć się Teraźniejszością. Funkcjonować w tu i teraz: spotykać się w obecnej, trwającej chwili z samą sobą, z innymi ludźmi. Z Bogiem! Tylko w teraźniejszości budowanie relacji jest możliwe.
Żyje się - teraźniejszością. Dobre słowa o. Szustaka gdzieś z tułaczki po świecie o tym przeżywaniu życia w Przeszłości lub Przyszłości - i o Jestem, który Jestem. Te chyba słowa zakiełkowały gdzieś w środku, wyrastają coraz wyżej, pączkują, kwitną...
Chcę cieszyć się z osiągnięć. Mierzyć wysoko - ale zadowalać się realizacją. Długodystansowo, szerzej móc spojrzeć. Cieszyć się z realizacji na swoją skalę, na swoje możliwości - nie wymagać od siebie ciągle, i ciągle, i wciąż czegoś "ponad".
Szanować samą siebie. I innych ludzi.
Doceniać to, co jest, jak jest.
Promieniować wdzięcznością. ;)
Dużo spraw, działań, ambicji. Foto-plany nabierają kształtów. Ogrom wątpliwości, porównywań siebie do innych-lepszych, oczekiwania od siebie bycia ekspertem już na starcie... ;) Mimo to - idziemy dalej, przemy naprzód! Nieocenione, potężne wsparcie B. Jego zapał, zaangażowanie, chęci, konkretne i rzeczowe podejście.
Osiągam coraz więcej, i więcej. Moja wiedza jest coraz obszerniejsza. Nie mylę już przesłony z migawką ;), Lightroom odsłania przede mną swoje tajemnice. Zdjęcia są coraz lepsze, obróbka coraz prostsza. Niekończąca się droga przede mną, nie widać jej kresu, nawet najbliższy zakręt tonie w porannej mgle ;) - ale oglądając się do tyłu sam początek drogi jest już hen, hen daleko!
Jedno z moich ulubionych zdjęć z kuzynką na rowerze zjeżdżającą z górki na wsi zrobiłam w 2006 roku. Dziesięć lat temu! Przez ten czas mnóstwo rzeczy się zmieniło. A zdjęcie ciągle jest jednym z najlepszych "decydujących momentów". ;)
Dążę do realizacji marzenia - pracy jako fotograf. Zarabiania na robieniu zdjęć, na czymś, co sprawia mi wiele radości.
Dochodzi godzina 16, w norce już zupełnie ciemno. Blask rzucają trzy kolorowe świeczki.
Mam takie chwile dużej tęsknoty za Domem. Za Rodzicami. Za dzieciństwem. Za beztroskim czasem, chyba najbardziej za tym, co już nie wróci...
Zaczytywałam się w Lucy M. Montgomery, od Mamy i od Ani z Zielonego Wzgórza, od Emilki ze... Srebrnego Nowiu (?...) nasycałam się zachwytem nad światem. Wiosna była pierwsza. Mglistość listopada była wyjątkowa. Wakacje trwały w nieskończoność, a jesienne liście były najpiękniejsze z wszystkich możliwych widoków świata. Chrzanowski las, łąki, czytanie "Ludzi bezdomnych" we wrześniowych trawach za kościołem. ;) Małomiasteczkowość. Dostępność natury, bliskość spokoju.
Tęskno...
Czy to złe, że nie jest dokładnie tak, jak było?
Jest cała masa innych, nowych możliwości.
Normalne, że życie idzie do przodu.
Podróżujemy, odkrywamy coraz to nowe miejsca. Wędrujemy po górach. I sam Kraków oferuje bardzo wiele.
Rodziców zawsze można odwiedzić. Poświęcić ten czas tylko dla Nich. Wypić spokojnie kawę. Porozmawiać, posłuchać. Smakować najlepszej kuchni. Cieszyć się porankiem z panoramicznym widokiem na wschód słońca. Przespacerować albo przebiec po lesie za kościołem.
Chrzanowskość ma urok, bo nie jest tak dostępna każdego dnia. Nie jest wyrokiem, a wspomnieniem.
Nostalgia do dzieciństwa... Nic nowego pod słońcem. ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Obraz i rytm muzyki mówią innym językiem / Jakub Julian Ziółkowski
Nie chcę archiwizować. Chcę tworzyć. Potrzebuję sztuki jak ożywczego głębokiego oddechu. Karmię się kontaktem ze sztuką, nasycam. Twórczoś...

-
widziane 26.11.2014 w ramach krakowskiego "Czeskiego snu" To nie ten odjechany surrealizm co w innych filmach Švankm...
-
obejrzane 7.12.2013 - Nic nam nie wychodzi, nikt nas nie rozumie. Wszystko jest na tym świecie zepsute, jeśli wszystko jest zepsute, to...
-
Abraham Maslow w swojej "Motywacji i osobowości" przedstawił, poza znaną wszystkim teorią potrzeb, także wyniki swoich badań nad ...