33. wspomnienia na koniec wiosny

 20 czerwca 2014



 Melancholia z gatunku tych przyjemnych. Rozpływanie, memlanie się w melancholii. Smakowanie pełnych zadumy i trwania chwil.

Aura taka dopasowana charakterem: niebieskie dziury w chmurnym niebie. Niewidzialne słońce (jak niewidzialna igła-widmo) przybierające w słoneczne barwy most, tam dalszą trawę, drugi brzeg.


Szumią listki w koronach wysokich, wysokich drzew. Leżeć w trawie, z (nie tak) dalekiego zgiełku żywego miasta wyłapywać szeleszczenie liści, ptasie trele. Zapach traw. Te wysokie drzewa jak topole przy drodze. Jak te, gdy myślałam że umieram po przekłuciu uszu nad zalewem. I te przy łąkach, na których ja leżałam z kompotem na zakurzonych kocach z tapczanów, a dorośli grabili siano. Skakało się przez rowy. Łapało żaby. Wypatrywało bocianów. Grzało w słońcu. Jechało w szarym od pyłu drogi polonezie z grabiami. Trzeba było zamykać okna na polnej drodze, bo tak się kurzyło. Grabie trzeba było trzymać, przecinały w połowie tylne siedzenie, podskakiwały na dziurawej drodze. Lato dłużyło się niemiłosiernie, a potem nagle przychodził koniec wakacji. Trzeba było czytać "Tomka w Krainie Kangurów", a przy zachodach słońca omdlewać z zachwytu. Polowało się przez trzy tygodnie na słońca wschód - i ostatniego dnia był wyjątkowy. Niebo takie pełne barw nieziemskich, pora taka niezwykła, świat tak otwarty i nowy... Jeździło się traktorem po zielonkę. Wracało w klatce leżąc na świeżo skoszonej koniczynie. Gdy było jej mało, bo gdy dużo, to nie można. Kudłaty pies ufnie biegł za traktorem przez pola. Tak kończyły się długie, letnie dni. Ciepłe powietrze, cykanie świerszczy.
 





32. rozrzewniona smutkiem nadzieja

Trochę tak, jak gdy pachnie deszczem w upalny dzień. Wszystko tylko raz i tylko teraz.

Muzyczna interpretacja Soyki i Struga drga na głęboko ukrytych strunach wolnej wrażliwości.
Smutna radość. Tak poruszająco tkliwie.
Najcudowniej.

Bolesław Leśmian: "Tam na rzece..."

Tam na rzece jest napewno łódź,
Trzeba tylko fale wiosłem pruć.


I napewno jest za rzeką — dal,
Trzeba tylko wytężyć swój żal.

 
Patrzysz na mnie — oniemiała snem
Nic nie mówisz, ale wszystko wiem!


Wiem ja, kiedy poruszyć, jak mgłą,
Ciałem twojem, żeby ku mnie szło...


Wiem, jak spojrzeć — co szepnąć... I znów
Dłoń do piersi przytulić bez słów...


Chętna ciału — suknia twoja lgnie
Do tych bioder, co kochają mnie.

 
Wiem ja wszystko! Ale czemu łkam, —
Tego nie wiem, nie pojmuję sam!...

31. Ziemia to mała planeta... Ale nie mieści się w głowie!

"...że nie wszystko się da,
a czas leci"

"...dziewczyna wtedy jest piękna
kiedy chodzi w sukience" ;)

Niektóre dziewczynki też lubią błoto i przygody. I analizując szczegółowo warstwę tekstową utworu jakieś feministyczne głosy w mej głowie się odzywają ;). Ale ma ona w sobie tyle uroku!... Bo zjadło się kanapki ciemnego chleba z miodem, przeterminowanym białym serkiem twarogowym i truskawkami. I piło się kombinację kawy rozpuszczalnej ze zbożową i cappuccino. Za oknem ptasie trele dominowały nad szumem miasta. Zresztą wyciszony niedzielą i świętem ten szum. Słońce takie bezczelne, rozbujało na całego plastikowego kwiatka z odpustu - prezent od Rodziców, jako roślina idealna do pielęgnacji.


Za oknem kuchni widok na uporządkowany ogródek sąsiadów i "nasz" bujny ogród ornitologiczny, z praniem i nieprzystrzyżonymi liśćmi mleczy. Ogródki przedzielone murem, na murze dwa zamyślone gołębie, a nad murem nasze okno. Z parapetem, na którym siedzę ogrzewana słonecznymi promieniami ranka. Z pokoju obok dobiega błogi szum mądrego radia. Coniedzielna audycja dla dzieci. I ta piosenka, które w doskonały sposób dopięła klamrą urok tej chwili.

30. "Jakby z dusznej stacji, wagony otumanień"

Akacje w Krakowie przekwitły. Ale wychodziło się w majowe południe, w powietrze rozgrzane słońcem, w potęgujące ciepło chodniki i uliczny asfalt, prosto w najintensywniejsze akacjowe doznania. Ciepły, rozkoszny zapach akacji. 

I jak co roku:

Z gęstwy białych akacji,
jakby z dusznej stacji,
wagony otumanień
w różne jadą strony.

W górze szarzeje księżyc -
wisi, zasuszony,
jak mucha, rozhuśtana
w sieciach grawitacji.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska


A wychodząc z pracy atakuje jaśmin, z całą swoją rozgorączkowaną intensywnością.
Ach, wiosna!

Obraz i rytm muzyki mówią innym językiem / Jakub Julian Ziółkowski

 Nie chcę archiwizować. Chcę tworzyć. Potrzebuję sztuki jak ożywczego głębokiego oddechu. Karmię się kontaktem ze sztuką, nasycam. Twórczoś...