Ach. To cudne, gdy potrzeba resetu mózgu, i taki reset następuje. Po słoweńsku i z ryżu. Była czerwcowa noc, jeździły po mostach pociągi i tramwaje, woda rzeki lśniła odbijanymi światłami. Mżył deszcz, ale co z tego. Rozmowy obfite. Tak dobrze. Przypomina się beztroska studenckiego życia - tak można! Butelki lądują w wodzie. Czas rozedrgany (aaale pamiętany!). Tak na luzie, z dystansem, z uśmiechem, z prostym cieszeniem się. Zrzuceniem ciężarów tworzonych w swojej głowie. Oj, potrzeba czasem takiego resetu...
A dziś te same okolice nad rzeką, choć wcześniejszą porą. Po ponurym, aż mrocznym poranku niespodziewanie wieczór pojaśniał. Zachodzące słońce cudnie rozświetlało drugi brzeg. Nie do nasycenia się rozmowy, pełne wigoru, pasji, zaangażowania i przejęcia. Tyle wspólnych obszarów do obgadania... Niekończące się pokłady zaciekawienia, wciąż mało i mało. Była kawa zbożowa z mlekiem w termosie i ciastka. Z Austrii i z tesco na Bratysławskiej*. Ach... w trawie przycupnął kubek z muminkową gromadką. Muminkowym domem, drzewami, stworkami. Muminkowym światem. Kubek najcudniejszy, zwiedził już trawy Chorwacji, teraz ugościł zbożową kawę nad Wisłą. A wcześniej koktajl truskawkowo-bananowy. Z truskawek, które za półdarmo, "bo mokre", i można z nich zrobić koktajl dziś - jutro już będą niedobre. Warzywniak na Rusznikarskiej. "U chłopa". Zachwyt we mnie ogromny wzbudza Pani tam sprzedająca. Jej serce na dłoni, pasja pracy w warzywniaku :). Uprzejmość ujmująca, dobre rady na temat owoców, sezonu, nowalijek i rodzajów czereśni. Niesamowite pęki szpinaku. Ach, uwielbiam to miejsce, z drewnianym wystrojem, zapachem ziemi. Natury.
* pod tesco na Bratysławskiej przegląd osobowości przeróżnych. Kwiaciarki od dwóch bukietów. Sami znajomi. Miłe słowa na witanio-pozdrowienio-pożegnania. Pan ze straganem z butami, zaczyna i kończy swoją pracę jak ja. Dziś trzy kolory klapek z olbrzymimi sztucznymi kwiatami, w kartonowych pudłach kusiły przechodniów. Pan z trzema zabawkami-traktorami na murku i tajemniczym płynem w szklanej butelce. Ktoś sika pod drzewem między dwoma chodnikami. Obok sezonowy drewniany stragan z truskawkami. Tętni życiem to skrzyżowanie Bratysławskiej z Rusznikarską. Koleżanka Ania w wieku emerytalnym radzi tamtędy nie chodzić zimowymi wieczorami. Bo od różnych typów w głowę można dostać. No nie wiem. Pewnie zimowymi wieczorami chodzić będę gdzieś indziej** (?...), tak czy inaczej - cóż takiego może wydarzyć się pod ciągle otwartym tesco?... Ludzie przecież nie są źli. Oni się boją.
** No właśnie, właśnie... Jaka to będzie moja droga z/do pracy w zimowe wieczory?.. Ha, lepsze pytanie - jaki będzie nasz dom?... Gdzie? W jakich kolorach pomieszczenia? Na którym piętrze? (oooj, marzy mi się mieszkanie wysooooko, wysooko...) Najpewniejsze ze wszystkiego jest łóżko - kupione dwa lata temu, czeka w S. Oooj... Wszystko urealnia się. Moje przypuszcznia-marzenia wypływają z nie-moich ust. Cudownie. Wspólna przyszłość... Radość wnętrze rozpiera. Dobrze, dobrze, ach, jak dobrze...