Pięknie było. Upalnie. Choć z rana chłodno. Drzemanie w pociągu, wschodzące słońce ogrzewało z kąta twarz.
Pięknie było. Rowerem szybko po asfalcie, z górki, wiatr we włosach. I wolne turlanie się po wyboistych wałach, w prażącym słońcu i ciszy.
Piękne takie rowerowe wycieczki. Zapachy rozgrzanego świata świdrujące nozdrza. Koszona na zboczu wału trawa, siano pod kołami, gorący asfalt. Kanapki w cieniu przy kałużach. Kolorowa pani z psami życzy "smacznego!" i zagaduje, rozbijając szklaną butelkę.
Nogi bolą, bo nieprzyzwyczajone do tras rowerem na 75 kilometrów. Ale jedzie się uparcie dalej.
Kiedyś ludzie dziwili się naszym rowerowym wycieczkom w samo południe. A to wtedy w czwartki lekcji tak mało, i już po zrobieniu naleśników można było ruszać.
Teraz nie jest łatwo się umówić. Kiedyś bandą po paręnaście osób nawet przemierzaliśmy chrzanowskie drogi i leśne ścieżki. Teraz średnio raz na rok udaje się spotkać w trzy osoby i rowerami ruszyć w bliski świat. Gorące plotki i wydobywane wspomnienia, radości, codzienności z przeszłości.
Pięknie tak!