92. Szanghaj na Warszawskiej

Dlaczego dziewczyna biegnąca do przejścia dla pieszych na Warszawskiej przypomniała mi poranek w Szanghaju? Gdy po witaniu wschodzącego zza smogu słońca na Bundzie poszliśmy przed siebie, "w miasto" - czyli pewnie pomiędzy dwa przystanki stacji metra. ;) Budzący się Szanghaj był lepki i ciepły. Szaro, a tak dobrze. Przypatrywaliśmy się ludziom idącym do pracy i miejskim ciekawostkom dnia codziennego. Wejście do metra z przystankiem na leciwe rowery i krzesłem na kupie złomu. Skuterowe taksówki. Jakieś śniadanie z trudem znalezione w sklepie i przypatrywanie się życiu przy tym wejściu do metra. Przyglądanie się ulicznym straganom z jedzeniem (którego się baliśmy, ale które poznałam później w Pekinie - i dobrze wkomponowywało się w ten lepki, szary, chiński klimat poranka). Oglądanie z garścią czasu panów wyprowadzających swoje klatki z ptakami na skwerki. Przyglądanie się obcej codzienności, dotykanie życia. Z boku. Dziś na Warszawskiej dziewczyna wyglądała trochę jak studentka, a może trochę jak już nie? Poranek budził się powoli, życie miasta nabierało rozpędu razem ze spieszącymi się do pracy i na zajęcia ludźmi, a ja w tempie wolniejszym niż wieczoru ubiegłego wracałam z pracy na rowerze. Dotykanie życia, bycie obok... Z czasem słońce wyszło zza chmur. Pięknie oświetlano zieleń plant. Choć chyba rano bardziej słonecznie jest po tej stronie od poczty głównej, a nie bagateli. Sprawdzę po kolejnym nocnym dyżurze... W parku przy komisariacie policji na Wiśle i przy Nowaczyńskiego wybiło 201 km na liczniku. Najpiękniejsza droga przy Zakrzówku, wśród rozkwieconych drzew. Kusiło, żeby zatrzymać się, usiąść, pobyć z tymi pachnącymi kwiatami drzewa. No i zatrzymałam się. Celebrowanie chwili. Usiadłam. Rower obok. Położyłam się w zaroślach - z perspektywą na niebo i białe kwiaty. Zmęczona po nocnym dyżurze i zadowolona z trwającej wiosny. Od razu skojarzenie - z rowerową majówką sprzed dwóch lat, noclegiem w namiocie w kwitnącym sadzie... Spełnienie marzeń niewyśnionych. Spoglądanie na niebo i kwiaty na drzewie... Najpiękniej, jak być może...

Chwila.

Wczoraj w parku przy Forcie Kleparz śpiewał kos. Przy oglądaniu mieszkania na piątym piętrze Mama mówiła, że w Ch. pięknie śpiewają teraz kosy. 


Tęsknota za trwałością, tęsknota za wiecznością...?


W miłości wciąż to samo radość i cierpienie
nawet sam Pan Bóg nie kochał inaczej
kocha gwizd kosa co rychło ustaje
(...)
patrzy w kruchość - radosne świadectwo istnienia
między tym co przemija jest się wciąż na zawsze *




A w pracy patrzyłam na wypisane zielonym flamastrem na białej tablicy nazwisko dziecka na "hangarach" i odpłynęłam z muzyką Maanam... Nie mogę doszukać się teraz, jaka to była piosenka. Czy to "Łóżko"? A może coś z płyty "Nocny patrol"? Nie wiem, nie wiem... Piosenka była taka, tą nocną, wymęczoną porą, że porwała z miejsca. Przeniosła daleko, w siebie. Piosenka dobra do kochania. Piosenka rozrzewniająca, poruszająca wrażliwe struny serca...



_____________________

*ksiądz Jan Twardowski: 

"Pamiątka z tej ziemi"

W miłości wciąż to samo radość i cierpienie
nawet sam Pan Bóg nie kochał inaczej
kocha gwizd kosa co rychło ustaje
liść klonu co opadnie bo już poczerwieniał
jelenia co zrzuca rogi po kolei ciemne
szczęście nieposłuszne to jest to go nie ma
kuropatwy co wszystkie dokładnie poginą
choć stale powracały na to samo miejsce
patrzy w kruchość - radosne świadectwo istnienia
między tym co przemija jest się wciąż na zawsze
szuka tych wszystkich
co po śmierci swojej
już nie potrafią słać łóżek po sobie
na listy odpisywać powracać do domu
tak znajomych że mogli wyjść bez pożegnania
o tym że nie umarli nie mówiąc nikomu
 
to tutaj na ziemi jest jeszcze milczenie
bo się idzie do Niego odchodząc od siebie
wczoraj ciebie widziałem jutro nie zobaczę
tak jakbym już odnalazł i znów nie mógł trafić
bo serca są te same lecz niejednakowe
w niebie także krzyż niosą pamiątkę z tej ziemi

91. cóż może cieszyć bardziej niż wiosna?

Jest totalnie przepięknie!

Można przed wschodem słońca mknąć rowerem ścieżką pomiędzy biało okwieconymi drzewami przy Zakrzówku. Można osiągać 27 km/h i pobić rekord szybkości w drodze do pracy. ;) Można i nocą wracać przy blasku księżyca, w cieniu biały kwiatów i z lękiem.

Można zachwycać się obłędną żółtością forsycji. Kwiatami w ogródkach. Zapachem rozkwieconych drzew na każdym kroku. Jest najpiękniej!

Można i ruszyć w góry, gdzie czas cofnięty do pierwszych westchnień wiosny. Gdzie na drzewach dopiero zielone pączki i nieśmiałe zawilce (?) w trawie. Gdzie jeszcze płaty śniegu, a gdy opadną poranne mgły można samotnie wejść na pagórek przy schronisku, przedrzeć się przez konary i obeschnięte drzewa. Można wpatrywać się w słoneczność przez krople rosy na jagodowych krzaczkach. Można próbować złapać tu i teraz, próbować odetchnąć teraźniejszością, pomimo natłoku planów w głowie. Można cieszyć się tym słońcem i przedwiośniem górskim w czasie wiosny miejskiej.

Można wędrować granią wśród drzew i wielkich wiatrów. Można dawać z siebie wszystko i wysiłkiem zdobywać kolejne przewyższenia. Można kręcić przedślubne filmy, chwytać słońce i cieszyć się smakiem kanapek i batonów w chwilach przerwy.

Można.
Wiosna jest super! ;)



Można też umówić się na oglądanie mieszkania. Tego, które tyle porównywań wywołuje wciąż będąc na piątym piętrze gdziekolwiek.  ;) A później jeść pizzę z Rodzicami wśród dzieci na kwietniowych koloniach (?), ze śpiewem harcerskich piosenek przy stoliku poniżej, z rozgardiaszem szkolnym. A wcześniej jeszcze zobaczyć szare ściany i ołówkowe napisy w małej łazience: "prysznic", "umywalka", "pralka". Tu będą. Z okna po lewej stronie pokojów, nawet kucając, widać było rozkwiecone drzewo. Miejsce do siedzenia i łóżko zatem po lewych stronach, już wiemy. Widok z samego balkonu nadal pozostaje tajemnicą. Mocno przybliżając głowę do szyby widać trochę tych mitycznych wręcz zieloności bagrów. Ach, sąsiedzi z 90-metrowego mieszkania to dopiero maja zapierający dech widok!... Pięknie! Mi w głowie kołacze wciąż pomysł, żeby mieć drabinę na balkonie. I cichaczem wspinać się na dach... Z panoramą zachwytu... ;)

Co miesiąc miesięcy coraz mniej do listopada. Choć już nie liczymy gorączkowo. Teraz wiosna, i jest tak dobrze, jak jest... I perspektywa własnego mieszkania - własnych szafek licznych, mieszczących w kuchni Wszystko. ;), dowolnie wybranego koloru ścian, obrazków, zdjęć i półek na ścianach - do woli. Dobrze jest... :)
Żeby tak cieszyć się z tego wybierania, planowania, układania po swojemu. Żeby życie dawało radość z tym, z czym do nas przychodzi!... :)

 



90. Słoneczne rowery

Pierwszy dzień kwietnia. Nagle buchnęło słońcem, zielenią, kwieciem na drzewach, krzewach i w trawie. Nagle wszyscy przetarli oczy ze zdumienia i wylegli na ulice. Na rowerach, rolkach i pod ramię. Oblegli ławki w czułych uściskach, obsiedli zielone bulwary ze szklanymi butelkami w dłoniach. Świeżo wyrosłą trawę obłożyli bladymi ciałami wystawionymi na pierwsze wiosenne promienie słońca. Nad Wisłą chillout, nad Bagrami chillout. Małe grupki scentrowane wokół porozstawianych małych grilli. Dziecięce rowerki śmiało śmigają przed zadowolonymi rodzicami. Słońcem cieszą się wszyscy. O ustawie o wychowaniu w trzeźwości jakby wszyscy miejscy strażnicy zupełnie dziś zapomnieli. Może to ich prima aprilis?

I my ruszyliśmy na rowerach w krakowski świat. Zachwytów moc! Zachwyca przedłużenie ścieżki rowerowej wzdłuż Wisły obok Łęgu. Aż do Mostu Wandy (skąd widok na ścieżkę między ogródkami działkowymi, gdzie kiedyś biegaliśmy i B. mówił, że związek dwóch ludzi to ja dwie wieże, które powinny budować-rozwijać się jednocześnie.. I widok też na spokojnie płynące żaglówki na Wiśle). Odsłoniły mi się zupełnie nowe perspektywy na przestrzeń. Na nowe-stare ogródki działkowe przy Alei Pokoju. Tajemnicza ścieżka naprzeciwko Plazy kusiła, ale nigdy nie poddałam się jej urokowi. A teraz to droga na przedłużenie rowerowej trasy!

Przepięknie! Po drugiej stronie Wisły cudowne wierzby, które okazały się prowizorycznie ogrodzone. Przy wierzbach 101 kilometr na liczniku pękł! Czy to uprawa wierzb? Czemu ktoś uprawia wierzby? Żeby pleść koszyki?... I tuż obok pola, ciągniki, maszyny rolnicze. W mieście Krakowie takie rzeczy! Zaraz w tle kominy i wymalowane chmury, a tu wieś pełną gębą. No pięknie. I to zupełnie niedaleko przyszłych naszych terenów, których okolice uważnie badamy przekonując siebie nawzajem, że dobrze, że to tu wybraliśmy. A pewnie, że dobrze! Odpowiednie podejście leczy wszelkie zmartwienia i obawy. A w nasze przyszłe okna świeci słońcem na całego, podczas gdy wracając do naszej dziupli zastaliśmy półmrok. Tu o słońcu Mateuszowi trzeba opowiadać, bo kto by uwierzył... ;) No nie, tak źle nie jest. Po porannym 10-cio kilometrowym biegu (!) po wspaniałych, nowych dla mnie okolicach pozornie znanego ruczaju (miałam głód nieznanych miejsc - z nawiązką został nasycony!) relaksujący shake, koktajl czy też smoothie* truskawkowo-bananowy wypiliśmy wygrzewając się w słońcu w naszym OGRODZIE... Dobrze było!

Nad krokusami pod hotelem forum telefony komórkowe i aparaty fotograficzne. Rowerem przemknęliśmy, muskając się tylko tymi zachwytami kwieciem i wybuchem wiosny. Dużo wrażeń w szybkiej jeździe. Powrót jak najkrócej - i odkrywanie zupełnie niespodziewanie totalnie odjechanych miejsc. Tuż za Kapelanką - ledwo trzymające się kupy chałupinki, pranie porozwieszane na ulicy i... ogrodowy krasnal z wędką. A zaraz obok ni stąd, ni zowąd wjechaliśmy na zamknięte osiedle. Dziedziniec cały w cieniu. Różowa dziewczynka skacząca na skakance i starszy pan w spokoju przypatrujący się nam z balkonu z pierwszego piętra. I furtką, którą szczególnie rowerzyści powinni zamykać, wydostaliśmy się na równoległą do znanych miejsc ulicę św. Jacka. Wszystko lokalizacyjnie bliskie temu, co opatrzone - a tak nowe i zaskakujące.

Rower otwiera oczy i zmienia perspektywy... :)



_______________________

*Dzięki google wiem już, że nie shake, bo to napój mleczny, a najbardziej to chyba smoothie.**


** Jednak wikipedia twierdzi, że smoothie z shakiem można używać zamiennie... No może i można. ;)

Obraz i rytm muzyki mówią innym językiem / Jakub Julian Ziółkowski

 Nie chcę archiwizować. Chcę tworzyć. Potrzebuję sztuki jak ożywczego głębokiego oddechu. Karmię się kontaktem ze sztuką, nasycam. Twórczoś...