Dlaczego dziewczyna biegnąca do przejścia dla pieszych na Warszawskiej przypomniała mi poranek w Szanghaju? Gdy po witaniu wschodzącego zza smogu słońca na Bundzie poszliśmy przed siebie, "w miasto" - czyli pewnie pomiędzy dwa przystanki stacji metra. ;) Budzący się Szanghaj był lepki i ciepły. Szaro, a tak dobrze. Przypatrywaliśmy się ludziom idącym do pracy i miejskim ciekawostkom dnia codziennego. Wejście do metra z przystankiem na leciwe rowery i krzesłem na kupie złomu. Skuterowe taksówki. Jakieś śniadanie z trudem znalezione w sklepie i przypatrywanie się życiu przy tym wejściu do metra. Przyglądanie się ulicznym straganom z jedzeniem (którego się baliśmy, ale które poznałam później w Pekinie - i dobrze wkomponowywało się w ten lepki, szary, chiński klimat poranka). Oglądanie z garścią czasu panów wyprowadzających swoje klatki z ptakami na skwerki. Przyglądanie się obcej codzienności, dotykanie życia. Z boku. Dziś na Warszawskiej dziewczyna wyglądała trochę jak studentka, a może trochę jak już nie? Poranek budził się powoli, życie miasta nabierało rozpędu razem ze spieszącymi się do pracy i na zajęcia ludźmi, a ja w tempie wolniejszym niż wieczoru ubiegłego wracałam z pracy na rowerze. Dotykanie życia, bycie obok... Z czasem słońce wyszło zza chmur. Pięknie oświetlano zieleń plant. Choć chyba rano bardziej słonecznie jest po tej stronie od poczty głównej, a nie bagateli. Sprawdzę po kolejnym nocnym dyżurze... W parku przy komisariacie policji na Wiśle i przy Nowaczyńskiego wybiło 201 km na liczniku. Najpiękniejsza droga przy Zakrzówku, wśród rozkwieconych drzew. Kusiło, żeby zatrzymać się, usiąść, pobyć z tymi pachnącymi kwiatami drzewa. No i zatrzymałam się. Celebrowanie chwili. Usiadłam. Rower obok. Położyłam się w zaroślach - z perspektywą na niebo i białe kwiaty. Zmęczona po nocnym dyżurze i zadowolona z trwającej wiosny. Od razu skojarzenie - z rowerową majówką sprzed dwóch lat, noclegiem w namiocie w kwitnącym sadzie... Spełnienie marzeń niewyśnionych. Spoglądanie na niebo i kwiaty na drzewie... Najpiękniej, jak być może...
Chwila.
Wczoraj w parku przy Forcie Kleparz śpiewał kos. Przy oglądaniu mieszkania na piątym piętrze Mama mówiła, że w Ch. pięknie śpiewają teraz kosy.
Tęsknota za trwałością, tęsknota za wiecznością...?
nawet sam Pan Bóg nie kochał inaczej
kocha gwizd kosa co rychło ustaje
(...)
patrzy w kruchość - radosne świadectwo istnienia
między tym co przemija jest się wciąż na zawsze *
A w pracy patrzyłam na wypisane zielonym flamastrem na białej tablicy nazwisko dziecka na "hangarach" i odpłynęłam z muzyką Maanam... Nie mogę doszukać się teraz, jaka to była piosenka. Czy to "Łóżko"? A może coś z płyty "Nocny patrol"? Nie wiem, nie wiem... Piosenka była taka, tą nocną, wymęczoną porą, że porwała z miejsca. Przeniosła daleko, w siebie. Piosenka dobra do kochania. Piosenka rozrzewniająca, poruszająca wrażliwe struny serca...
_____________________
*ksiądz Jan Twardowski:
"Pamiątka z tej ziemi"
W miłości wciąż to samo radość i cierpienie
nawet sam Pan Bóg nie kochał inaczej
kocha gwizd kosa co rychło ustaje
liść klonu co opadnie bo już poczerwieniał
jelenia co zrzuca rogi po kolei ciemne
szczęście nieposłuszne to jest to go nie ma
kuropatwy co wszystkie dokładnie poginą
choć stale powracały na to samo miejsce
patrzy w kruchość - radosne świadectwo istnienia
między tym co przemija jest się wciąż na zawsze
szuka tych wszystkich
co po śmierci swojej
już nie potrafią słać łóżek po sobie
na listy odpisywać powracać do domu
tak znajomych że mogli wyjść bez pożegnania
o tym że nie umarli nie mówiąc nikomu
to tutaj na ziemi jest jeszcze milczenie
bo się idzie do Niego odchodząc od siebie
wczoraj ciebie widziałem jutro nie zobaczę
tak jakbym już odnalazł i znów nie mógł trafić
bo serca są te same lecz niejednakowe
w niebie także krzyż niosą pamiątkę z tej ziemi
nawet sam Pan Bóg nie kochał inaczej
kocha gwizd kosa co rychło ustaje
liść klonu co opadnie bo już poczerwieniał
jelenia co zrzuca rogi po kolei ciemne
szczęście nieposłuszne to jest to go nie ma
kuropatwy co wszystkie dokładnie poginą
choć stale powracały na to samo miejsce
patrzy w kruchość - radosne świadectwo istnienia
między tym co przemija jest się wciąż na zawsze
szuka tych wszystkich
co po śmierci swojej
już nie potrafią słać łóżek po sobie
na listy odpisywać powracać do domu
tak znajomych że mogli wyjść bez pożegnania
o tym że nie umarli nie mówiąc nikomu
to tutaj na ziemi jest jeszcze milczenie
bo się idzie do Niego odchodząc od siebie
wczoraj ciebie widziałem jutro nie zobaczę
tak jakbym już odnalazł i znów nie mógł trafić
bo serca są te same lecz niejednakowe
w niebie także krzyż niosą pamiątkę z tej ziemi