72. wiosna mrugnęła okiem 22 lutego

Słońcem błysnęła. Od samego rana. Od drogi w niewyspaniu po nocnej pracy, od mijanych pustych pól, od każdego stukotu pociągu, który przybliżał do rodzinnych miejsc. Sentyment wybuchł i płonął. Dzień cały. Gorejąca nostalgia małomiasteczkowości. Wywodzenia się z prowincji. Targające sercem rozpływanie się we wspomnieniach. Zachwyty na balkonie, w słońcu i z widokiem na bliskie mi tak bardzo łąki. Cisza i spokój. Wchodzenie po schodach na trzecie piętro - w poniedziałek, przed południem. To jakiś wyjątkowy dzień musiałby być kiedyś, żeby zamiast być w szkole, już przed godziną 12 wracać do domu. W taki słoneczny dzień lutego. Odbijanie się od i w swojej przeszłości. Analiza, taka przyjemna. Rozgrzebywanie, rozpamiętywanie historii swojego życia. Na rowerze, z trochę niedopompowaną dętką z przodu. Po leśnych ścieżkach (ach, pierwsze żółte motylki-cytrynki zawirowały tuż przede mną!) i pod wysokimi topolami przy szpitalu powiatowym. O, tu G. chciał mnie zabrać na naukę jazdy. Specjalnie pożyczył auto od taty. A ja powiedziałam, że nie chcę. I wspomnienia sypią się, jedne po drugich... Aż do Zalewu, gdzie niedługo przed moimi narodzinami siedzieli sobie moi Rodzice. I gdzie zrobiłam pierwszy przystanek podczas Indywidualnej Pielgrzymki Rowerowej na Pustynię. ;) I teraz - usiadłam i rozmyślałam. Wiał szalony wiatr, ponoć halny. jakby wiosna, słońce obłędne i tak ciepło.

 Szpital, w którym się urodziłam i gdzie podobno biegały szczury, już dawno rozebrany. Pozostało puste pole obok całkiem nowego ronda. I zielonego kiosku na osiedlu już nie ma. Świeci wśród zimowego, wyschniętego trawnika czarny prostokąt ziemi.

Dobrze powspominać, skonfrontować się z historią swojego życia. Poprzeglądać zdjęcia, popatrzeć na siebie szerzej. Z innej perspektywy. Na teraźniejszość spojrzeć z oddali.

I chwile domowe. I rozmowy, i wspólne radości. Oj, dobrze tak, odwiedzić Rodziców i miasto przesycone wspomnieniami. 

71. fontanna wytrysła

Szybko łączę fontannę za oknem hamowaną przez Pana w Niebieskiej Czapce z dzisiejszym brakiem wody w kranach. Tak, można poczuć klimat górskich chatek studenckich... ;)


Wczoraj wieczorem pachniało wiosną. Aż chciało się nabrać w płuca tej wiosny - do końca, do granic możliwości. Usiąść na Kopcu, nad miastem, położyć się na trawie, patrzeć w niebo. Dookoła grupki z piwami, z gitarą, beztroska, pięknie jest... Burej zimy łatwo zapomnieć, jak w mieście może być piękniej - gdy jest cieplej. No ale tak ciepło jeszcze nie jest. 
Realnym stał się powrót do Domu Wśród Żurawi (wdychając po drodze wiosnę), gdzie Mąż przygotowuje obiad na jutro, czyta się na głos inspirujące żywoty świętych (!) według pana Hołowni, a początek nocy jest... ach, wspaniały!... Wiele zrozumiałam, odkąd w Specjalnym Zeszycie serduszko zamalowałam na czerwono. Jak to jest. Co to właściwie znaczy. Trzeba poznać, by zrozumieć. Słowa znalazły odbicie w rzeczywistości. Aaaa, no tak, przecież tak mówili... Cudownie, cudownie jest...


A dziś, wywieszając na ogródku pościel, pachniało mokrym, deszczowym, jesiennym lasem. Jesiennym aż miło.

70. z widokiem na pracę dźwigu

Dużo dobrych chwil, taka radość :).
Przygotowywane długo slajdowisko - i efekt satysfakcjonujący. Chwalą zdjęcia, kompozycję slajdów. Tyle dobrych ludzi, znajomych. To taka fajna sprawa - przedstawiać, torchę edukować, dzielić się doświadczeniem. Bardzo mnie ciągnie do czegoś takiego. Wiem, co chciałabym poprawić - i mam ochotę na więcej, więcej, więcej, kolejne prezentacje i doskonalenie się... Planuję napisać do ch. PTTK z propozycją slajdowiska u nich. ;)


We wtorek była piękna wiosna. Słońce świeciło, aż miło. Takie optymistyczne słońce zupełnie zmienia sposób patrzenia na świat.
Długa ta zima w tym roku dla mnie, przemykają jakieś chwile zwątpień rodzaju wszelkiego.
Teraz jest dobrze, tak. Cieszę się życiem! Planami, perspektywami. Tym, co jest.

Pracą! Na początku praca na pediatrii mnie zafascynowała, ale były momenty różne. Przez jakiś czas miałam bardzo dość. Krytykę przyjmowałam boleśnie. Od lutego powiększył się skład na dyżurze, mogę spokojnie wspólnie z kimś zajmować się dożylnymi sprawami, a nie tylko drobnymi zabiegami i lekami doustnymi, jak przez niemal cały styczeń. Kłucie idzie mi coraz lepiej! Wciąż bywają dzieciaki, których krew tryska mi na wszystkie strony i brudzi co tylko może, lejąc się czerwonymi potokami... ;) Ale nawet nauczycielka ma, o imieniu Mamy mej-też nauczycielki, powiedziała, że idzie mi coraz lepiej. Staram się! Nie są to rzeczy, które przychodzą mi łatwo. Uczę się praktyki. Każdy dobrze wbity wenflon sprawia niesamowicie dużo radości i daje satysfakcję! I cała otoczka wokół - podejścia do dzieci, zagadywania ich, uspokajania, bajerowania... Podoba mi się. To wymagające i satysfakcjonujące dla mnie. Rozbudza kreatywność - taki kontakt z dziećmi w trudnych dla nich chwilach. Oj, lubie to zagadywanie, gadanie bzdurek, dopytywanie o zwierzątka, rodzeństwo, ulubione bajki, jak tam w przedszkolu, a jak w szkole, jakie plany na gimnazjum, a jakie na liceum i resztę życia (i tacy pacjenci bywają czasem). Lubię to, bardzo. I przygotowywanie leków dożylnych też sprawia mi przyjemność. Obliczanie dawek, odpowiednie podejście do praw fizyki, by rozpuszczone leki nie rozprysły na wszystkie strony... Manipulacje z tym związane, ach, robienie czegoś, co nie każdy potrafi. ;) Jaka to olbrzymia odpowiedzialność... Poraża mnie ta świadomość czasem. Jak bardzo NIE MOŻNA się pomylić...
Dobra ta praca. Ciekawa. Wymagająca i trudna. Odpowiedzialna! Bardzo dobre doświadczenie w życiu - praca na pediatrii zakaźnej.

[czeski film] "Divoké včely" - "Dzikie pszczoły", Bohdan Sláma, 2001

Znów czeskie kino nie zawiodło...


Porwał mnie ten film. Duchem prowincjonalności, autentycznością bardzo przekonującą. Historią z życia osiedla bloków w lesie. Ten blaszany sklep, ten motor, miejscowy Mickey Jackson, piękna Božka, poczciwy chłopaczek, każdy każdego zna, wszystko kręci się wokół życia tu i teraz.
"Sposób spostrzegania świata, pozornie banalne tematy, swoista zaściankowość i nade wszystko człowiek z jego rozterkami, wszystko to bardzo do mnie przemawia." - napisał ktoś na filmwebie. Podpisuję się z pełnym przekonaniem!







Obraz i rytm muzyki mówią innym językiem / Jakub Julian Ziółkowski

 Nie chcę archiwizować. Chcę tworzyć. Potrzebuję sztuki jak ożywczego głębokiego oddechu. Karmię się kontaktem ze sztuką, nasycam. Twórczoś...