85. wolność w śpiewie

W pamięci mając kolędowanie sprzed roku u J. - ruszyły przygotowania do organizacji podobnego wydarzenia u nas. I stało się! Było dużo dobrych spotkań, po dłuższym czasie. Dawne znajomości, dawne grono. Wspólny cel - śpiew. I było fantastycznie! W ruch poszły struny głosowe i instrumenty. Gitara, djembe, wiola, harmonijki. Grzechotki. Jak z obozów, kreatywność we własnych instrumentach. Było śpiewanie, że hoho! I kolęd znanych, i tradycyjnych-ludowych-nieznanych, i wreszcie na koniec pełna wolność w śpiewie. Stare Dobre Małżeństwo. Stare i dobre! Pełnym głosem. Razem, z całego serca. Zgrywając się dźwiękami o innych barwach. Głosami wysokimi i niskimi. Głośno! Coś wspaniałego. Tego mi w śpiewie było trzeba!
Przepiękne spotkanie.

Czytałam ostatnio o tym, jak cieszyć się życiem. Żeby konstruować wspomnienia. Wyostrzać percepcję. Tworzyć listę dobrodziejstw. Mieć świadomość upływającego czasu. Czyli taktyki, które zaczynałam stosować celowo. Do których sama jakoś doszłam, odkryłam je, starałam się wprowadzić w życie. Pozostaje jeszcze zacząć się martwić mało i krótko... ;)


Życie jest dobre!

Trzy lata po rozpoczęciu zapisywania zachwytów codziennością dostałam w psychologicznym tekście potwierdzenie-pozwolenie na swoja pasję do wyostrzania percepcji i konstruowania wspomnień.
Coś zjem - bo jeść jest wspaniale, gdy jest się głodnym! - i wybiorę zdjęcia do wydrukowania do albumu.
A później pójdę pobiegać - bo bieganie to luksus. ;) 


84. styczniowa pełnia księżyca

Całą drogę tramwajem ze starego miasta do mieszkania kontemplowałam te uczucia.

Wspomnienia.
Porównania, zmiany. "Co by było, gdyby...?"

Też był styczeń. A na pewno głęboka zima. Też było mroźno. Na drzewach na rynku spływające światłem sople. Czy smog był mniejszy niż tegorocznego stycznia? Nie wiem. Księżyc w pełni nad kościołem Mariackim ten sam. Tylko wtedy pośród groźnych chmur. Chyba. Rozświetlał niebo. Zdenerwowanie, przejęcie. Trochę sztywne rozmowy. Silne uczucia. Kino pod Baranami, herbata nad Bracką. Wszystko jeszcze mogło się zdarzyć, wszystko się mogło rozkręcić. Pierwszy rok studiów marzeń, pełnych praktyk i ciekawych zajęć, i wszystkie drzwi otwarte przede mną. Studenckie życie! Odkrywanie uroków Miasta Królów Polski. Klimatycznych knajpek w podziemiach, plant i Wawelu o każdej porze dnia i nocy. Wszystko to nowe zachwycało i fascynowało. Czas na pierwszy związek i pierwsze pocałunki. Wtedy do tego pierwszego pocałunku pod Mariackim w końcu nie doszło. Księżyc w pełni świadkiem. 

Potem szliśmy Floriańską. 

Jeszcze przez kolejnych parę miesięcy księżyc w pełni przypomniał mi ten zimowy, nad Mariackim. Przypominał o upływie czasu od tego niedoszłego pierwszego pocałunku.


Mroźnego, styczniowego wieczoru po sześciu latach najpierw szliśmy Floriańską. Po spotkaniu w podziemnej knajpce, chyba nowej na Floriańskiej. Pubquiz. W towarzystwie okołolicealnym. Ci sami ludzie, dają takie poczucie bezpieczeństwa. To samo co sprzed lat poczucie humoru. Podobny etap w życiu. Poczucie, że ma się swoją przeszłość - taką, którą pamiętają i oni.* Że całą ekipą zachwyceni jechaliśmy pijanym pociągiem na Woodstock po maturze - a teraz wszyscy zgodnie kiwamy głowami, że z Woodstocku chyba trochę wyrośliśmy. Że może czas na Kazimiernikejszyn? Doroślejsza alternatywa dla Woodstocku. Może, może. No więc po spotkaniu my w trójkę poszliśmy w stronę Rynku. Takie proste, krótkie rozmowy. Podobny etap w życiu - zdziwienie, że pracując robi się tak mało czasu na inne sprawy... Floriańską pod Mariacki. Księżyc w pełni nad Mariackim świecił jak sześć lat temu. No i nic, też do pocałunków nie doszło. Grześ z nową dziewczyną spod Mariackiego ruszyli do Mc'a, ja na tramwaj na Pocztę Główną. I tyle. Rozbudziło to jednak wspomnienia dawnych uczuć. Przeżyć, chwil. Myśli: "co by było, gdyby...". Gdybyśmy się nie rozstali już po trzech miesiącach. Co by było? Chyba... rozstalibyśmy się niewiele później. Pamiętam swoje przemyślenia. Do niczego w tym związku razem nie dążyliśmy... Ale zostało wiele miłych wspomnień. Cały urok tego początku studiów. Tych zachwytów, tego przejęcia. Zachłystywanie się życiem, wszystkim, co nagle stało się dostępne. Możliwe. Wyjątkowe. Pięknie było! 

A teraz on ma dziewczynę-studentkę z Warszawy. Trzpiotkę, długowłosą blondynkę. Może to podobna różnica wieku co między mną a B.? Może jest w tym pewna analogia, i też ich związek potoczy się podobnie jak nasz? Życzę im wszystkiego dobrego. Trzymajcie się!






83. "słyszę jak przepływa ci krew!"

Tak dużo dobrych chwil na rozstaju roku 2016 z rokiem 2017!


Wiele czasu razem. Odpoczynku. Oderwania myśli. Czystego relaksu.
Dużo, dużo gór! Coś wspaniałego.

Samą końcówką grudnia podbiegi na Rysiankę i zbiegi z góry. Piękne słońce, znakomita widoczność. Tatry jak na dłoni. Zapierające dech widoki. Śnieżnobiały puch wszechobecny. Obiad przy najpiękniejszej panoramie prosto z okna.

Sylwestrowy Bieg pełen przebierańców i radości. Cudna trasa, po samym sercu Miasta Królów. Słońce takie, że nie do uwierzenia. Przez Mały Rynek, Floriańską, całe planty dookoła razem z Wawelem. Rewelacja. Pięknie, przepięknie. Najcudaczniejsze postacie biegnące ramię w ramię. Misio wywołujący dzikie okrzyki kibicujących dzieci, sanie Mikołaja do wyprzedzenia, "Just married" z wysokim kapeluszem hałasujący puszkami przyczepionymi do fraka.

Sylwester wcześniej nie zaplanowany, zatem każda propozycja kierowana do znajomych spotykała się z odrzuceniem. No cóż - towarzyskiego sylwestra nie planuje się w... samego sylwestra. ;) Ruszyliśmy zatem całkiem spontanicznie na Górę Żar. Jak to mawiają: pizgało złem. Ścieżka była śliska. Ludzi sporo. Petardy głośne. Ale widoki z góry... och i ach! Znaleźliśmy całkiem miłe miejsce na drewnianym pomoście, z szeroką panoramą na błyskotliwe zabudowania w dole. Już przed północą rozpoczęły się świetliste wybuchy. Nabierały na sile, ich natężenie rosło z każdą minutą bliżej rozpoczęcia nowego roku. W 2017 weszliśmy oniemieni zachwytem nad nocną panoramą miast i miasteczek, hen, hen daleko, po horyzont widocznych, pulsujących świetlistymi, kolorowymi bombami fajerwerków. Widok nie do zapomnienia. Zaskakująco zachwycający... Inspiracja do kolejnych sylwestrowych podziwiań fajerwerków - z góry! Fantastyczna perspektywa. Niesamowite doznania... :)


Obraz i rytm muzyki mówią innym językiem / Jakub Julian Ziółkowski

 Nie chcę archiwizować. Chcę tworzyć. Potrzebuję sztuki jak ożywczego głębokiego oddechu. Karmię się kontaktem ze sztuką, nasycam. Twórczoś...