Pisanie chodzi po głowie.
Chodzi i męczy.
Chodzi i męczy.
Zatrzymywanie teraźniejszości. Wyłapywanie chwil.
Jak tej z picia herbaty z ukraińskich połonin. Chyba już dawno przeterminowana ta herbata... Smakuje jak te mokre, mgliste dni u stóp Świdowca. W cafe-barze, gdzie przybycie czterech dziewczyn i jednego chłopaka z plecorami było nie lada atrakcją. Ten sam smak herbaty z traw, ziół i owoców, co przy drewnianym stole, łapiąc ciepło pomieszczenia w przemoczonych ciuchach i z wodą chlupiącą w fenomenalnie przemakających butach.
Jak tej z picia herbaty z ukraińskich połonin. Chyba już dawno przeterminowana ta herbata... Smakuje jak te mokre, mgliste dni u stóp Świdowca. W cafe-barze, gdzie przybycie czterech dziewczyn i jednego chłopaka z plecorami było nie lada atrakcją. Ten sam smak herbaty z traw, ziół i owoców, co przy drewnianym stole, łapiąc ciepło pomieszczenia w przemoczonych ciuchach i z wodą chlupiącą w fenomenalnie przemakających butach.
Dziś buty mam dużo lepsze i więcej profesjonalnego sprzętu i ciuchów.
A herbata nadal jest, przywołując wspomnienia.
I jak te chwile z niedzielnej jazdy wzdłuż Wisły do Chrzanowa. W spięciu i bardzo trudnych emocjach. Uczucie jakby zamknięcia w klatce bez wyjścia... W szarpaninie wewnętrznych spięć.
Przypomniałam sobie, jak dobrze opisała to Mela Koteluk:
Stale płynne
Zachodzenie w głowę
Po każdej burzy w szklance wody
Zachodzenie w głowę
Po każdej burzy w szklance wody
(...)
Ciche śluby
Chemiczne sploty
Schematów mitów masek
Jak dorosnąć
i wyrosnąć z nich
(...)
Zaparz zaparz mi senne zioła
Porozmawiaj czule czulej
Pokaż mi odniesienia punkty
Choleryczna
Melancholia
Brak proporcji
Meandrują sieją zamęt
Koleinami nie chcę dalej iść
Ja początkuję
Stale
Zmiennie
Dalej dalej chcę
Próbować
Czy chcę, czy nie - PMS jest comiesięczną rzeczywistością. I skutecznie utrudniał i tym razem zachwyty...
A jednak - były. Przepiękna wiosenna zieleń. Zachwycające widoki. Wzdłuż rzeki, i przez trawy, mijając kolejne stadniny koni. Las. Przestrzenie. Wariujące słońce. Choć ciągle, ciągle - wiatr nam w twarz. Nawet B. był zmęczony jeszcze kolejnego dnia, jak mało kiedy. I ja też. Wiatrem w twarz, wiatrem w rower... Ile wysiłku trzeba było włożyć w mozolne pedałowanie. I dotarliśmy do celu - choć z totalną zmianą planów.
Potem była podróż pociągiem jeszcze przed świtem. W pociągowym cieple, z pociągowym stukotem, z pociągowymi widokami tak bliskimi sercu. Chrzanów budzi olbrzymi sentyment, podobnie jak ta powolna droga koleją do miejsca studiów. To zawsze tak wzrusza i cieszy serce.
Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie
Święty i czysty jak pierwsze kochanie,
Nie zaburzony błędów przypomnieniem,
Nie podkopany nadziei złudzeniem
Ani zmieniony wypadków strumieniem.
Gdziem rzadko płakał, a nigdy nie zgrzytał,
Te kraje rad bym myślami powitał:
Kraje dzieciństwa, gdzie człowiek po świecie
Biegł jak po łące, a znał tylko kwiecie
Miłe i piękne, jadowite rzucił,
Ku pożytecznym oka nie odwrócił.
Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny,
Jak świat jest boży, tak on był nasz własny!
Jakże tam wszystko do nas należało!
Jak pomnim wszystko, co nas otaczało:
Od lipy, która koroną wspaniałą
Całej wsi dzieciom użyczała cienia,
Aż do każdego strumienia, kamienia,
Jak każdy kątek ziemi był znajomy
Aż po granicę, po sąsiadów domy!
Kto by pomyślał, że zacytuję Mickiewicza... ;)
I zachwyty wczoraj - przy wycieczce śladami miejsc-niespodzianek na naszej rowerowej niedzielnej trasie.
Obserwacja, a bardziej: ptasie słuchowisko. Zimna ta tegoroczna wiosna, i wczoraj chłodu nie szczędziła. A i tak było pięknie...
Z pagórka - widok rozległy, zachwycający.
I niebo. Które przypomniało mi wieczorne widoki nieba na wsi. Nad przestrzenią aż po horyzont ciągnących się pól. Właśnie tak rozlegle, tak szeroko. I niebo barwione zachodzącym słońcem, które wystaje zza kłębiastych chmur. Za chmurami przecież zawsze jest niebo... Tak właśnie było, taki obraz, jak sprzed lat na wsi.
Za czym wtedy tęskniłam? - pomyślałam.
Tęskniłam za chłopcem, który zakocha się we mnie bez pamięci. ;)
Tak, tak właśnie było. Wyobrażałam sobie, wizualizowałam różne możliwe sytuacje. Chyba zwykle z realnymi postaciami - jak by to mogło być, jakby te rozmowy się toczyły... Co działo by się dalej... Jak ja bym reagowała, a jak zainteresowanie, nawet przy mojej płochliwości, byłoby zdecydowane i nieustępliwe... Historie toczyły się w mojej głowie długi czas patrząc w niebo nad rozległą przestrzenią pustki.
A jak jest teraz?
Patrzyłam w niebo, które przywodzi na myśl świadomość nieskończoności wszechświata. Niepojętego ogromu. Mężatka od półtorej roku. Spełniły się tęsknoty i pragnienia z tych wieczorów wpatrywania się w krajobrazy niebiańskie.. Choć zupełnie inaczej, niż sobie wymyślałam wtedy.
Teraz myślę sobie, że warto spotykać się z samą sobą sprzed lat. Zobaczyć, co ta nastolatka może mi o sobie powiedzieć. Co przypomnieć, co uświadomić.
Przy okazji jeszcze kolejnej przeprowadzki (rok przeprowadzek się szykuje!...) myślę o solidnych porządkach w piwnicy i powydobywaniu pamiętników sprzed lat.
Okazja do spotkań z sobą z czasów, z których siebie coraz mniej przypominam.
Czekam na to spotkanie...
Jednocześnie martwiąc, że cóż pewnego pod słońcem?..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz