...zauważyć i cieszyć się radościami, zanim przeminęły.
Zdobyć się na dystans pozwalający nie zamartwiać się tym, na co nie ma się wpływu.
Odkryć działanie, które stwarza poczucie życia w zgodzie ze sobą.
Zdobyć się na dystans pozwalający nie zamartwiać się tym, na co nie ma się wpływu.
Odkryć działanie, które stwarza poczucie życia w zgodzie ze sobą.
Powoli,
po cichu rozbudza się gwar miasta. A jeszcze poranne ćwierkania i
gruchania wzbijają się nad domniemany szum ulicy. Ciepłe kakao.
Szarość nocy rozjaśnia się w szarość dnia. Pachnie zalegającym deszczem.
Fruną.
Razem, a oddzielnie. Wyraziście czarne ptasie sylwetki na burym,
kraczącym niebie. Wśród krakania pewne w zagubieniu dwie gęsi, tak samo
oddolnie czarne, a innej ptasiej postury. Niekończący się wroni (?)
przelot, zupełnie zdystansowany do trosk i zmartwień tego, co pod nim.
Przelatują nad ludźmi w pojedynczych hałasujących autach, nad nielicznymi pieszymi wracającymi z nocnych zmian.
Nad indywiduum i "własnymi sprawami" każdej ludzkiej istoty. Nad
zamkniętymi w święto sklepami. Nad botanicznym ogrodem zapadłym w zimowy
sen. Nad niezgaszonymi jeszcze latarniami. Nad budynkami, w których
organizmy nie rozumianych przez innych ludzi funkcjonują tylko dzięki
lekom w pompie i respiratorom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz